Tego jeszcze nie wiesz o Cinema City Unlimited?! Trudne decyzje, haczyki, regulamin, problemy i opinie

Wiem, że od premiery karty minęło już sporo czasu, ale miałem jakiś zastój kinowy. Tak czy inaczej, w końcu – stało się. Po dłuższych rozkminach i wielu, wielu prysznicach doszedłem do decyzji, po której trzymałem już tylko laptopa na kolanach i przepisywałem kod do banku za zamówienie karty od Cinema City.

 

Prawdę mówiąc, decyzja wcale nie była taka prosta. Otóż wybór wyglądał następująco: siłka czy kino – pot czy recenzje – zdrowie czy dobro czytelników. Widzisz jak się dla Ciebie poświęcam?

Szybkość

Z kartą Unlimited jesteśmy już razem (w zasadzie to z numerem karty*) jakieś dwa tygodnie i mimo kilku niedociągnięć jakoś się dogadujemy.

Lubię gdy usługodawca zajmuje się klientem jak dzieckiem i doprowadza wszystkie sprawy, którymi powinen się zająć, do końca. A tak (no, prawie) było i tym razem.

Cinema City zaraz po dokonaniu płatności wysłało mi maila z danymi karty, na które od razu mogłem kupić bilety. Tak też zrobiłem i następnego dnia byłem juz w kinie.

–> Zobacz moje recenzje

Żadnych problemów

Nie miałem absolutnie żadnych problemów z odebraniem biletów i wejściem na salę – nikt nawet nie pytał mnie o okazanie karty, jej numeru ani maila.

Nikt też nie sprawdzał zgodności tożsamości z dowodem osobistym (gdy wchodzi się na numer bo nie ma jeszcze karty, sprzedawca i bileter mieli to sprawdzać).

Przyznaję za to szacun – zero problemów. Mega wygoda. Właśnie po to tę kartę kupiłem!

Miłe zaskoczenie

Zaznaczyłem też z ciekawości zgodę na otrzymywanie zaproszeń na specjal-pro-ultra-unlimited-przedpremierowe pokazy oraz na newsletter z polecanymi nowościami. Na nic nie liczyłem, ale w ciągu pierwszego tygodnia miło się zaskoczyłem.

Dostałem bowiem maila z przyzwoicie napisanym copy, z premierami, na które warto iść. Dobre pierwsze wrażenie, co? Myślałem, że dalej nie będzie tak kolorowo i nawet nie czekałem na żadne zaproszenie specjalne.

Aż tu nagle dostałem chwilę temu, wiadomość z zaproszeniem na przedpremierowy, limitowany pokaz „Kamiennych pięści” z Robertem De Niro.

Problemy pierwszego świata

Przez częstsze oglądanie i bywanie w tych samych salach zacząłem zwracać uwagę na pierdoły. To zwykłe detale takie jak brudny ekran (jakby zacieknięty) czy brumiący głośnik (w czasie „ciszy”), ale one po prostu wkurzają.

Tak wiem, problemy pierwszego świata. Ale jak płacę za usługę to poprawne jej wykonanie jest dla mnie oczywistością i pewną podstawą. To szczegół tworzy jakość. Tym bardziej, że mam tam bywać częściej.

Czekam, czekam, czekam…

* Poza tym, mija już drugi tydzień od zamówienia karty, a ta nadal nie przyszła do „mojego ulubionego kina”.

Byłem już od wtedy w kinie wiele razy i zawsze, gdy pytałem o kartę, manager twierdził, że trzeba dalej czekać. Więc czekam. 10 dni roboczych też już minęło. Karty nadal nie ma. Kino każe czekać na maila.

Maile nie dochodzą

Tylko, że… akurat te maile informujące o możliwości odbioru karty nie dochodzą (potwierdza to wiele osób, które czekały na maila, a nie doczekawszy się po prostu poszły i ją odebrały bo ta dawno leżała już w kinie).

Cinema City ma też problem z innymi mailami. Te promocyjne newslettery są nawet spoko i jakoś dochodzą, ale zawsze mają problem żeby trafić do inbox’a na rzecz folderu ze SPAMem. Gadałem z managerem – „tak wie”. Sam widzisz.

Krzesła kinowe – beznazwiska.pl

Wcale nie jest tak idealnie

A no i haczyki.
Bo wydaje się, że oferta jest taka idealna.
Otóż: nie jest. W zasadzie nie są to jakieś ukryte rzeczy, ale obnażają trochę marketing przysłaniający ten „cudowny produkt”.

Na filmy 3D w cenie abonamentu wcale nie możesz chodzić tak do końca bez limitu, w każdy dzień tygodnia. Chyba, że Twój składa się z trzech i pół dnia. Okazuje się bowiem, że środy i weekendy (od piątku wieczorem) są dodatkowo płatne. Kilka złotych (w zależności od miasta) ale zawsze.

Wolę oglądać filmy 2D, ale często godziny pokazów w 3D są dla mnie wygodniejsze. Z punktu widzenia marketingu w pełni rozumiem posunięcie Cinema City. Z punktu widzenia klienta to trochę niefajne – mówienie, że możesz oglądać „Filmy bez limitu, kiedy chcesz, ile chcesz” jest conajmniej lekkim nadużyciem.

Zmiana danych niemożliwa

Spotkałem się już z różnymi opiniami i problemami dotyczącymi karty. Kilka osób przewinęło mi się ostatnio przez fejsa z powtarzającym się problemem: jeżeli chcesz zmienić dane (np. podpiąć pod program inną kartę) musisz podać numer i kod cvv przez telefon.

Oczywiście wtedy tracisz wszelką ochronę karty z ramienia swojego banku ponieważ udostępniasz dane osobom trzecim (normalnie podaje się przez bezpieczny formularz).

To dobra oferta

Nie narzekam, bynajmniej.
Przeczytałem regulamin i wiedziałem na co się piszę.

Z oferty jestem zadowolony mimo wszystko. Pomijając kilka marketingowych chwytów i niedociągnięć po stronie mojego kina, jest atrakcyjna i zwraca się po 2 wyjściach (jeśli masz ulgę to prawie po dwóch).

Jeszcze jedno

Chciałbym zaznaczyć Ci szczególnie, że nie jest to wpis w żaden sposób sponsorowany przez Cinema City, a jedynie wynik tego co siedzi mi w głowie po pierwszych tygodniach używania „karty” i chęć podzielenia się tym z Tobą.

No i wyręczam Cię z czytania regulaminu w zamian za co Ty dyskutujesz ze mną o filmach na fejsie.

Skomentuj


EDIT:
Dziś dostałem maila z kartą gotową do odbioru. Nie wiem czy po prostu przebił się przez spam czy wleciał do skrzynki dlatego, że zaznaczyłem sobie w kliencie, że to nie spam. Tak czy inaczej karta ostatecznie dotarła.
Idę ją odebrać.