Kamienne pięści – zamiast oglądać film przeczytaj Wikipedię lepiej na tym wyjdziesz

Nie lubię filmów o sporcie. Mam wrażenie, że wszystkie zawsze są takie same. Ubogie dzieciństwo, wrogowie, talent, sława, pieniądze, alkohol, dziwki, spadek ze szczytu, zmartwychwstanie, szczęśliwe zakończenie.

Zawsze mnie nudziły, ale pomyślałem, że „Kamienne pięści” będą inne. Przecież to nowoczesny film na miarę naszych czasów. Udało mu się. Też mnie znudził.

„Kamienne pięści” bardzo mi się dłużyły więc pozwól, że opiszę je krótko.

Nudy

To film o tym, jak bardzo antyamerykański bohater (nota bene widzący problem wszędzie) staje się postacią typową dla tzw. american dream, który od zera dochodzi do milionera. Oczywiście nowy status majątkowy też znienawidził. Bo czemu nie.

To także kolejny film biograficzny, na który trafiłem w sierpniu przypadkiem (czyt. nie wiedziałem, że będzie biograficzny). Inaczej być nie mogło – albo mam takiego farta albo to już taka tradycja.

Jednak tym razem nie jestem zadowolony. Przeciętny montaż, ewidentne rozgraniczenie kolejno upływających dni (nie cierpię gdy to film przedstawia to w tak oczywisty sposób), przewidywalna historia.

Fakt, aktorzy zagrali na bardzo wysokim poziomie. Deniro idealnie wpasowuje się juz w role starszego pana z siwą głową, Edgar Ramirez zagrał postać na jaką wygląda, a Ana de Armas z filmu na film chodzi za głównym bohaterem z coraz większą ilością dzieci na rękach.

Zekranizowana Wikipedia

Historia boksera mnie nie urzekła. Miałem wrażenie, że oglądam ekranizację strony z Wikipedii o Roberto Duranie. Wiesz, taki szybki przegląd z życia jakiegoś pięściarza.

Serio. Wejdź tam i sam zobacz. Trudno to czytać bo dużo cyferek, ale uwiniesz się w pięć minut. I film właśnie tak wyglądał. Walka za walką, pojawiające się daty, nic nie wnoszący wątek z gangsterami i Ray Arcelem, wydarzenia pomiędzy ujęciami ringu całkiem z dupy…

Przewidywalna historia i jej monotonność sprawiły, że nie raz spoglądałem na zegarek i uciekałem myślami (już w połowie!), a pod koniec filmu zachciało mi się spać. Wydawało mi się, że raz napisany scenariusz został kilkukrotnie potraktowany CTRL+C –> CTRL+V i zataczał koło.

Hands of Stone fotosy – beznazwiska.pl

Zmarnowany potencjał?

Być może historia Durana miała potencjał, ale wygląda na to, że Jakubowicz go po prostu zmarnował. A przecież film biograficzny może być zwyczajnie ciekawy i pełen niespodziewanych zwrotów akcji. Popatrz choćby na Catch Me If You Can albo ostatnie Rekiny Wojny. Wielka szkoda.

Film ani ziębi ani grzeje. Bucowaty, nigdy nie dorosły, główny bohater miał chyba wkurzać widza, ale misterny plan poszedł w pizdu przez spontaniczne (a raczej bezsensowne fabularnie) refleksje Durana, który jak się finalnie okazało wcale nie zmądrzał.

Żeby zobrazować skalę nijakości tego filmu dodam jeszcze, że po seansie nie wiedziałem nawet jak nazywał się główny bohater.

Tak więc, jeśli nie zależy Ci bardzo na cyckach Any de Armas, to zamiast seansu polecam poczytać Wikipedię. Zyskasz czas i nie wydasz pieniędzy.

Na szczęście mamy wrzesień i według tradycji powinienem teraz, totalnie przypadkiem, trafić na kilka filmów komediowych. Trzymaj kciuki i nie idź na „Kamienne pięści”.

Skomentuj