Wśród ofiar byli Polacy. Ale im nie pomożemy mamy Cię w dupie

Jako świat po raz kolejny jesteśmy świadkami tragicznej sytuacji. Znowu giną ludzie. Nie tylko ludność lokalna, ale także Polacy. Tam.

No właśnie. Zdanie „trwa ustalanie czy wśród ofiar i poszkodowanych byli Polacy” lub późniejsze stwierdzenie, lub negacja tego faktu wydaje się dla mediów pierwszorzędną kwestią.

Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra praktyka. Takie działanie może przecież prowadzić do mobilizacji odbiorców celem udzielenia pomocy poszkodowanym lub pozwolić Ci odetchnąć, że Twoim bliskim szczęśliwie nic się nie stało.

Zastanówmy się jednak głębiej nad jego sensownością. Jak bardzo Ty, jako jednostka, możesz pomóc poszkodowanym tam osobom. W grę wchodzi jedynie wsparcie materialne czy finansowe. Jednak w sytuacji, w której media nie podają żadnych namiarów na odbiorców tej pomocy (adresu, numeru konta, czegokolwiek) nawet taka forma będzie raczej trudna do realizacji.

Zanim przejdę dalej, pozwolę sobie zobrazować Ci problem, do którego omówienia zmierzam.

Wyobraź sobie, że jesteś w centrum tych tragicznych wydarzeń. Cudem udaje Ci się ujść z życiem. Dochodzą do Ciebie informacje o trudnościach w powrocie do Polski w najbliższym czasie. Co możesz zrobić? Jakie działania przychodzą Ci do głowy? Z kim możesz się skontaktować? Ach, no przecież – nasza polska ambasada.

Znajdujesz więc numer alarmowy do Wydziału Konsularnego Ambasady RP w danym kraju i po kilku(nastu) próbach połączeń trafiasz na wolną linię. Już zaczynać mówić, o co chodzi, dlaczego dzwonisz i nagle… jesteś zbywany, bo „mają teraz ważniejsze rzeczy na głowie”. Serio, tak się dzieje.

Zastanawia mnie czym są ów „ważniejsze rzeczy”. Ach, no pewnie – ustalanie czy wśród ofiar byli Polacy. Bo skoro dzwonisz, to znaczy, że żyjesz. Nieważne co się z Tobą dzieje, czy wiesz co ze sobą zrobić. W zasadzie nikogo w ambasadzie to nie obchodzi, bo, choć nie dali Ci dojść do słowa, mają ważniejsze sprawy.

Taka historia przytrafiła się mojej znajomej w czasie jednego z zamachów terrorystycznych we Francji. Ostatecznie zdecydowała się na samodzielne działanie i podjęcie próby powrotu do kraju. Miała szczęście – nie zestrzelono jej samolotu (były takie groźby) ani nie anulowano jej lotu (co zapowiadano z powodu gróźb). Mimo braku zainteresowania ze strony odpowiednich służb zaryzykowała i szczęśliwie wróciła do domu.

Szkoda tylko, że zmuszona była do zrobienia tego w dezorientacji i strachu o własne życie. To oczywiście nie jedyny przypadek totalnej ignorancji ze strony, która powinna być naszym wsparciem.

Takich historii jest więcej i przytrafiają się bez znaczenia osobom totalnie nieznanym, jak i bardziej popularnym. Olewka ambasady jest więc bezwzględna, nieistotne, jakiej wagi jest sprawa, którą się zgłasza.

Liczyłem na Anie w Polsce i nie pomyliłem się. Walczyła tam jak lew o mnie – dzwoniła wszędzie, gdzie się tylko dało, niestety wszędzie ją olewano i zbywano….

Okazało się, że nie można liczyć na pomoc polskich władz, kiedy potrzebujesz. Z MSZ kierowali ją do ambasady, kazano dzwonić na egipskie numery. W ambasadzie nie odbierali, tylko odpisywali jej na maile, nawet nie dodając stopki w mailu z namiarami na osobę, z którą koresponduje…

Na prośby o podanie nr tel. pisano, że nr alarmowy jest taki i taki. Jakby się bali podać numery do siebie, bo wiedzieli, że nic nie zrobili i ona by tam dzwoniła.

To nie wszystko. Więcej możesz przeczytać w samym poście relacjonującym szerzej tę historię.

Powyższe zdarzenie miało miejsce już jakiś czas temu. Jednak sądząc po reakcji ambasady na telefon mojej przywołanej wcześniej znajomej, podejście władz wciąż jest niezmienne.

Pytam więc – po co podawana jest informacja o Polakach obecnych w tragedii, podczas gdy władze nie zamierzają im pomóc?

Stwierdzenie, że „wśród ofiar byli Polacy” ma sprawić, że będziemy im bardziej współczuć? Że gdyby nie było tam polaków, to byłoby nam mniej szkoda ludzi, którzy zginęli? Od kiedy więzy krwi, wspólny język i kultura, stanowią o nadrzędności losów jednego człowieka na drugim?

Pusta informacja bez idących za nią działań jest tylko niusem, który jedynie podsyca emocje i zwiększa oglądalność. A nie o to chodzi. Tworzenie medium dla samej oglądalności mija się z jego nadrzędnym celem.

Sam nie widzę rozwiązania dla tej sytuacji. Piszę, bo być może masz kontakt z kimś, kto byłby w stanie zmienić podejście władzy. Być może jedna historia wiele nie zmieni, ale jeśli opiszesz w komentarzu swój przypadek, to w końcu przeczytają to wpływowe osoby i sytuacja zacznie się zmieniać. Na to liczę.

Taka jest w końcu rola medium – informowanie, za którym mogą iść czyny – zmiana sytuacji i jej poprawa.

Skomentuj