Złośliwy? Nie, głupi! czyli krótki traktat o głupocie

Pewnego dnia Kota postanowiła wskoczyć sobie na moje łóżko. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie złamała naszej niepisanej umowy dotyczącej czystości i nie wlazła na czystą pościel z butami całymi w błocie.

 

Kota dostała więc zakaz spania w nogach do odwołania. A czekając na to, czy do kolejnego wieczoru nauczy się trochę kultury, opowiedziałem o całej sytuacji mojej dobrej znajomej, która jednak szybko zgasiła moje wszelkie nadzieje:

To kot. Jeśli będzie miał okazję to zrobi to samo. Prawie jak ludzie. Ludzie są złośliwi jak koty.

Myliła się.

Jednak w ten sposób, od rozmowy o brudnym kocie, przeszliśmy do filozoficznej rozkminy o ludziach w ogóle. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale postanowiłem wtedy wyjątkowo stanąć po stronie ludzkości.

Przez ostatni czas zauważyłem bowiem, że zwyczajnie głupie zachowanie ludzi wobec nas zbyt często przypisujemy ich złośliwości. A w istocie może być zupełnie inaczej. Bo czym tak naprawdę jest złośliwość?

Według definicji to cecha osób lubiących sprawiać innym przykrość lub wyrażających takie intencje. A przecież, aby celowo sprawić przykrość drugiej osobie należałoby być trochę mądrym. Albo mieć w sobie chociażby jakiś skrawek ponadprzeciętnej empatii połączonej z odrobiną inteligencji.

Wierzę w ludzkość i jej potencjał. Dlatego będę jej bronił od wszelkich pomówień na temat złośliwości. Wszystko przez to, że dostrzegam ostatnio, że to, co zwykliśmy nazywać złośliwością, jest najczęściej najzwyczajniejszą w świecie głupotą. A jak wszyscy wiemy ze swojego otoczenia, świat pełen jest głupców. Mam nadzieję, że jest ich nawet więcej, niż osób  inteligentnych, które rzeczywiście potrafiłyby być realnie złośliwe, bo to oznaczałoby takie małe szczęście w nieszczęściu.

Stąd właśnie moje przekonanie, że większość ludzi wcale nie jest złośliwa. To nasze mylne stwierdzenie, próba skonkretyzowania „głupoty” – słowa, które przez lata nadużywane, niemal całkiem już się rozmiękło. Bo co, poza spopularyzowanym wyzwiskiem, znaczy właściwie „jesteś głupi”?

Otóż ludzie, którzy – jak nam się wydaje – są dla nas złośliwi, robią to zwykle nie dlatego, że mają taką ochotę lub że sprawia im to przyjemność, ale dlatego, że nie potrafią wyobrazić sobie konsekwencji swoich czynów, nie są w stanie zwizualizować sobie działania wypowiadanych słów. Są w pewien sposób ograniczeni, przez co wierzę, że nie robią tego umyślnie, a cały proces odbywa się gdzieś poza ich świadomością.

Zupełnie jak w przypadku kotów. Nie są złośliwe nie chcą sprawić Ci przykrości, ale codziennie zrzucają z biurka Twój zegarek. Po fakcie, gdy widzą co się stało, kładąc uszy po sobie wydają się nawet pełne skruchy. Jednak nie potrafiły wcześniej przewidzieć konsekwencji tego, co narobiły. I nigdy nie będą potrafiły. Dlatego, gdy tylko będą mogły, znów wejdą z brudnymi łapami na Twoją pościel. I to samo tyczy się ludzi.

Nie chcę tym wpisem nikogo obrazić. Chcę żebyś zrozumiał, że nie zawsze sytuacje są tak jednoznaczne, na jakie wyglądają. Że znacznie częściej, gdy myślisz, że ktoś „jest złośliwy” – że robi coś wbrew Tobie, cynicznie i perfidnie – najczęściej to po prostu zwyczajna bezmyślność.  Że są to podświadome, porównywalne do zwierzęcych, działania, które instynktownie każą mu  sprawdzić coś,  zrobić coś, nad czym w ogóle się nie zastanawia – jest głupi.

Takich ludzi, tak jak kota, nie nauczysz postępować inaczej. Po prostu tacy już są. Możesz ich jedynie wytresować tak, żeby się bali, ale to nie to samo co nauka i nie wydaje mi się, żeby było to najlepsze wyjście. Możesz też nauczyć się żyć obok nich. Wykorzystać to, jacy są,  obchodzić tę głupotę, przewidywać, czuć, dystansować się. Możesz… No właśnie. Co jeszcze możesz zrobić?

Skomentuj